Blog "Po godzinach"

Od projektu, przez mieszkanie do remontu.

Czy twój dom jest naprawdę twój

Czy Twój dom naprawdę jest Twój? O iluzji własności, Art. 75 Prawa Bankowego i niewygodnej prawdzie.

Masz kredyt na 20 lub 30 lat? Nie posiadasz zdywersyfikowanych oszczędności, a w razie nagłego kryzysu nie stoją za Tobą zamożni rodzice gotowi wyłożyć kilkaset tysięcy złotych z kieszeni?

Mówiąc brutalnie i bez owijania w bawełnę: nie jesteś pełnoprawnym właścicielem – jesteś potencjalnym bezdomnym na warunkach dyktowanych przez bank.

To jest prawda, którą marketing instytucji finansowych i kolorowe reklamy skutecznie przemilczają. Kiedyś, w mniej "dynamicznych" czasach, własne lokum dorabiało się latami. Zaczynało się w pustych ścianach, od dmuchanego materaca i mebli podarowanych przez rodzinę, ale budowało się za swoje. Dziś większość chce mieć wszystko od razu. Podpisują zobowiązania na dekady, bo stało się to powszechną normalnością i presją otoczenia.

Niestety, w tym pędzie do natychmiastowego luksusu pomija się fundamentalne mechanizmy prawne i realia niepewnego świata.


Mały druk, o którym nikt nie myśli: Art. 75 Prawa Bankowego

Większość ludzi spłacających hipotekę żyje w błogim przekonaniu, że dopóki co miesiąc karnie przelewają ratę, ich dom jest absolutnie nietykalny. To fatalne złudzenie.

Wystarczy otworzyć Prawo Bankowe (w szczególności artykuły 75 i 75a) oraz wczytać się w końcowe klauzule umów kredytowych. Bank posiada formalne prawo do wypowiedzenia umowy kredytu (zwykle z 30-dniowym okresem wypowiedzenia, a w warunkach zagrożenia stabilności – nawet z terminem 7-dniowym) albo do żądania natychmiastowego ustanowienia dodatkowych zabezpieczeń.

Pod jakim pretekstem? Powodem wcale nie musi być zwłoka w płatności rat. Zgodnie z prawem bankowym wystarczy:

  1. Znamienny spadek wartości zabezpieczenia (gdy ceny nieruchomości na danym terenie gwałtownie spadają).
  2. Utrata lub zagrożenie utratą zdolności kredytowej (np. z powodu zawirowań w gospodarce, utraty pracy czy problemów w branży).

Większość kredytobiorców uważa, że płacenie raty daje 100% bezpieczeństwa. Prawo bankowe mówi jasno: bank ocenia nie tylko Twoją wpłatę, ale i stabilność całego zabezpieczenia.

Lekcja z historii i zza wschodniej granicy: Jak traci się majątek w kryzysie

Co się dzieje, gdy dochodzi do głębokiego kryzysu gospodarczego, załamania rynku pracy lub napięć, wadażeń geopolitycznych geopolitycznych? Ceny nieruchomości na zagrożonych obszarach potrafią spaść z dnia na dzień o kilkadziesiąt procent. Dom warty wczoraj na papierze 800 tysięcy złotych, w nowej wycenie ryzyka bankowego staje się warty np. 350 tysięcy.

W takim scenariuszu banki – chroniąc własne bilanse – nie kierują się sentymentami. Mogą wysłać wezwanie do dopłaty różnicy w twardej gotówce lub przedstawienia innych aktywów. Jeśli kredytobiorca nie ma poduszki finansowej, wpada w pętlę.

Oni dbają owłasne bezpieczeństwo

- A Ty?

W USA był pokój ale zawirowania finansowe spowodowły to, że wielu byłuch właścicieli mieszka w przyczepach kempingowych i namiotach...

Sekurytyzacja, czyli gdzie naprawdę trafia Twój dług

W warunkach skrajnego kryzysu zagraniczne banki-matki dążą do jak najszybszego oczyszczenia bilansów. Zagrożone i niespłacane kredyty są pakowane w tzw. portfele wierzytelności i sprzedawane masowo międzynarodowym funduszom sekurytyzacyjnym. Nowy wierzyciel nie ma żadnych relacji z kredytobiorcą – dysponuje czasem, zasobami prawnymi i hipoteką, z której bezwzględnie wyegzekwuje należności, gdy tylko opadnie kurz.

Psychologiczny syndrom wyparcia

Gdy zwraca się uwagę na te twarde zapisy prawne i mechanizmy rynkowe, najczęstszą reakcją otoczenia jest wyparcie. Ktoś, kto wziął maksymalne zobowiązanie pod korek swoich możliwości, podprogowo czuje niestabilność tej konstrukcji. Ostrzeżenie traktuje nie jako racjonalną poradę finansową, ale jako zamach na własne poczucie bezpieczeństwa.

Przypomina to drużynę bobsleistów: tup, tup, tup, hop do sanek i jedziemy. Problem w tym, że tor jest kręty, droga długa, trasa mega śliska obok rosną koszty odbiorów, podatków i utrzymania tkanki mieszkaniowej, a na dole nikt nie postawił miękkiej siatki.

Co naprawdę oznacza „Bezpieczny Dom”?

Prawdziwe bezpieczeństwo nieruchomościowe to nie jest wyłącznie solidna konstrukcja z bloczka, sprawny drenaż czy nowoczesna pompa ciepła. Sprowadza się ono do trzech żelaznych zasad:

  • Brak pętli finansowej: Skromniejszy, budowany i wykańczany sukcesywnie dom na własnej ziemi bije na głowę największą rezydencję, która w 80% należy do instytucji finansowej.
  • Płynność i niezależność: Ładowanie 100% gotówki wyłącznie w beton w niepewnych czasach pozbawia elastyczności. Prawdziwe zaplecze to środki płynne, zdywersyfikowane i łatwo dostępne.
  • Znajomość prawa i chłodna kalkulacja: Bezpieczny inwestor to taki, który czyta umowy, rozumie Art. 75 Prawa Bankowego i nie ulega presji społecznej nakazującej „życie na kredyt za wszelką cenę”.
Doszedłeś tutaj? git nie należysz to standardowych internautów, których boli głowa przy tekście dłóższym niż pół strony.

Powyżej było delikatne uświadomienie optymistów, pomijające możliwość szoku.

Wielu prezentuje syndrom wyparcia i zamknięcie się na wiadomości ze świata.

Kierują się oni dogmatem wiary w autorytety - niestety często przekupne wątpliwe autorytety.

Byłeś wśród oszukanych? To był efekt powyższego.

- Czy nadal będziesz brodził w tej mętnej wodzie?

Wiesz co to hiperinflacja? kilka lat temu 30% z kupki przeznaczonej na budowę w ciągu roku mi samo zniknęło nieruszane.

Agenda 2030 to już nie tylko teoria spiskowa, - niestety.

Plan Kalergiego też.

Masz kredyt na 10 lub 30 lat, a widoki na kilka lat są nieodgadnione.

Jeżeli nie masz zdywersyfikowanych oszczędności ani dzianej rodziny gotowej pomóc dużą kasą w razie W.

To mimo posiadania aktualnie dobrej pracy nie półtora gościa jesteś, ale jesteś potencjalnym bezdomnym. Taka jest prawda, którą wszyscy przemilczają.

Nie wiem czy za 7 czy 10 tygodni, 7 czy 10 miesięcy, lub 7 czy 10 lat, ale spłacenie jest mega ryzykowne to delikatnie powiedziane.

Braliśmy kredyty ale w czasach spokojniejszych, kiedy firmy ładniej kwitły, a nie zwijały się.

Kolega mi powiedział, że sobie poradzi bo w budżetówce pracuje.

- A kasa to ze ściany, z bankomatu czyli? Co? - Aha.

A ze znajomych tylko jeden jeszcze ma klientów do końca roku, właśnie głównie dlatego, że są z budżetówki, reszta średnio na jeża, głównie z dnia na dzień z naciskiem optymalizacji kosztów a nie rozwoju.

Media powtarzają spraw sobie odrobinę luksusu zasługujesz na to itd i tp, ale nie nie .

Niestety pomijają wiele rzeczy:

Powiedzieć, że mamy niestabilną sytuację geopolityczną to nic nie powiedzieć.

- jeżeli ktoś ma przynajmniej 2 komórki mózgowe to wie co oznacza termin zła sytuacja geopolityczna,

- grozi nam kryzys światowy,

- mamy wojnę hybrydową, ale wielu nie kuma, że wojna może być bez wystrzałów.

- Ba niby sojusznicy podsyłają nam śmiecie.

- mamy sabotaże nie wiadomo przez kogo organizowane,

- możliwy konflikt kinetyczny blisko granic lub na naszym terenie.

- kraj de fakto jest bankrutem - ale nie dają mu upaść puki inni doją nas na potęgę,

- finansujemy gry wojenne wielkich, a właściwie zarządzający nami.

- obserwujemy niesłychany teatr wojenny. AAA ty nie obserwujesz, bo to stresujące...

- utrzymujemy kilka narodów, tak kilka - a nie jeden lub dwa.

- firmy się wynoszą, likwidują, i o nową pracę coraz trudniej – zwłaszcza dobrze płatną.

A niestety dogadanie się z bankiem to tylko teoretyczna możliwość, a nie jego obowiązek. Wiedziałeś o tym? Tak ale to optymistyczne tłumaczenie.

Feudałowie są za słabi na konwencjonalną ofensywę lądową na Iran. Więc jak? Grzybobranie? Chaos rozlał by się na świat.

Nawet jak nic jeszcze nie walnie, tutejsi obciążeń finansowych w końcu nie wytrzymają.

Dlatego i nasza własność jest zagrożona.

Patrzę i widzę.

To chory czas...

Jacek
Cdn.

Ta strona wykorzystuje pliki cookies.
Zapoznaj się z Polityka bezpieczenstwa umieszczona na stronie.
Korzystajac ze strony, wyrazasz zgode na uzywanie plikow cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przegladarki. Rozumiem